Sezon 2025 w motorsporcie czas zacząć! Co prawda dla jeszcze bardziej hardcore'owych kibiców niż ja zaczął się już wcześniej - rajdem Dakar i/lub wyścigiem 24h of Dubai. A właściwie to pod sezon '25 można podciągnąć oba wyścigi na torze Sepang, w ramach Asian Le Mans Series (7-8 grudnia)...
Nie przesadzając jednak - już w tym tygodniu mają miejsce pierwsze eventy 2025 w WRC, a także w serii IMSA, które dla wielu fanów będą pierwszymi motorsportowymi "kąskami" do schrupania w tym roku.
Zaczynamy tradycyjnie grubym kalibrem - Rajd Monte Carlo, równie piękny, co wymagający, a także 24 hours of Daytona, czyli doba wysokich prędkości, w 4 odsłonach jednocześnie (hipersamochody, prototypy P2 i przepiękne maszyny GT3 pro oraz pro/am). Później będzie tylko ciekawiej!
W związku z tym - czego wypatruję w 2025 roku jeśli chodzi o motorsport?
Diabelnie atrakcyjna F1
Za nami fenomenalny sezon 2024, do którego już wracać nie będę, bo pisałem o nim wcześniej. Pisałem też o tym, że apetyty przed startem 2025 są ogromne. Dlaczego?
To ostatni sezon "starych" (choć właściwie nie zdążyły się zbytnio zestarzeć) regulacji technicznych. Co to oznacza? Że stawka jest najbardziej "zbita", że dużo trudniej wybić się jakimś nieszablonowym rozwiązaniem, że znajomość obecnej generacji maszyn w każdej stajni jest już na wysokim poziomie. Ciekawe będzie też obserwowanie "wyścigu zbrojeń" i rozwoju samochodów, gdyż od 2026 pojawią się na horyzoncie zarówno nowe konstrukcje jak i - a może zwłaszcza - nowe silniki. Konieczne będzie zarządzanie zasobami i finansowymi, żeby zarówno przygotować się dobrze do nowego, a jednocześnie - nie odpaść w obecnym wyścigu
Na horyzoncie także pasjonująca walka o mistrzostwo kierowców. W ciemno typuję walkę trzech z nich - Verstappena, Leclerca i Norrisa - a jeśli Hamiltonowi "siądzie" Ferrari, może okazać się, że o czempionat będzie bić się czterech dżentelmenów. Abstrahując od tego, że w stawce są jeszcze Russel i Piastri - obaj moim zdaniem posiadają potencjał do walki o mistrzostwo i pod żadnym pozorem nie powinno się ich wykluczać.
W tym wszystkim są jeszcze "rookies", czyli tegoroczne grono świeżaków. I grono to dobre określenie, bo będą oni stanowić aż 1/4 gridu! Bortoleto, Doohan, Bearman, Hadjar i Antonelli to piątka wybrańców, którzy będą mieli okazję przejechać cały sezon w F1 po raz pierwszy w karierze. Oczywiście - każdy z nich miał już styczność z F1 w mniejszym lub większym stopniu (Doohan i Bearman mają na koncie kilka przejechanych Grand Prix), ale nigdy - w pełnym wymiarze etatu. Zresztą - śmiało można dołączyć do tego grona Liama Lawsona, który ma na koncie najwięcej występów w F1 z całej tej grupy, ale jednocześnie najbardziej wymagający benchmark w postaci Mistrza Świata.
Przyprawą tej wyśmienitej potrawy, jaką powinna być F1 w 2025 niech będą także liczni kierowcy z doświadczeniem, ale w nowych barwach. Hamilton w Ferrari to na pewno najbardziej łakomy kąsek, ale Sainz w Williamsie, Ocon w Haasie i Hulkenberg w Sauberze będą nie mniej interesujący do oglądania. Czy będą błyszczeć tak jak w sumie można się spodziewać po każdym z nich (oczywiście na miarę możliwości bolidu)? A może dla niektórych zmiana przyniesie tylko potwierdzenie, że to se ne vrati - dokładnie jak to miało miejsce z Danielem Ricciardo?
Oj nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie światła zgasną w Melbourne i poznamy choć 1/24 odpowiedzi na tegoroczne pytania!
WRC po nowemu, ale po staremu
Mistrz Świata Thierry Neuville. Słuchałem wczoraj podcastu WRC Backstories i prowadząca go Becks Williams mówiła, że z ogromną przyjemnością będzie używała tego tytułu wobec Belga przez cały 2025 rok. Trudno się dziwić, bo po prawdzie - mało kto zasługiwał na chociaż ten jeden tytuł mistrzowski jak Neuville. Thierry na 2025 stawia sobie cel oczywisty, jakim jest obrona tytułu, więc tutaj będzie niby po nowemu, ale jednak po staremu, co rozumie się samo przez się.
Do pełnoetatowej rywalizacji wraca też Kalle Rovanpera i skłamałbym pisząc, że - mimo całej mojej sympatii do Neuvilla - to on jest dla mnie murowanym kandydatem do zgarnięcia mistrzostwa. Naturalnie w walce będą liczyć się także Ott Tanak, a także Elfyn Evans, co w ostatecznym rozrachunku jest właściwie tym samym scenariuszem, który oglądamy od kilku dobrych lat.
Jest jednak przynajmniej jedna duża zagadka, w tej układance rajdowców, a nazywa się ona Adrien Fourmaux. Francuz będzie reprezentował barwy zdecydowanie lepiej spisującego się Hyundaia (w miejsce Forda jak dotychczas). Gość był dla mnie absolutną gwiazdą ubiegłego sezonu, dowożąc rajd w rajd zdrowo ponad stan, przy okazji uwydatniając fenomenalną wolę walki i rewelacyjne, optymistyczne podejście. Będę szczerze zdziwiony, jeśli Fourmaux nie wygra w tym roku przynajmniej jednego rajdu, a nie będę zdziwiony, jeśli będzie zdrowo mieszał w tabeli mistrzostw...
...w której też będzie się troszkę inaczej liczyć punkty niż w roku ubiegłym. Zmiana właściwie nie jest kolosalna, ale jednak jest - i bardzo dobrze. Pozostają punkty za niedzielę - rewelacja, ale jest też pula do zgarnięcia za cały rajd, a nie jak w 2024 za rezultat "do soboty". Tak po prawdzie to jest opcja, która wydaje się najsensowniejsza i być może będzie dźwignią do powrotu WRC na właściwe tory. Bo chociaż walka o tytuł zapowiada się pasjonująco zarówno jeśli chodzi o kierowców, jak i konstruktorów, to po prawdzie - dwie i pół marki w mistrzostwach to przynajmniej o jakieś trzy za mało. I chociaż rajdy ogląda się dzisiaj i łatwo i świetnie, to na pewno nie jest to złota era tej dyscypliny...
Długi dystans, czyli platynowa era plus
A jeśli o złotej erze mowa, to nie sposób nie pomyśleć o wyścigach długodystansowych, które przechodzą obecnie etap ery nazywanej wręcz platynową, a myśląc o tym, czego można się spodziewać po 2025 roku, pokuszę się użyć określenia "platynowa plus".
Jak wspomniałem wcześniej - sezon dla długiego dystansu już trwa, ale na tym naj, najwyższym szczeblu zacznie się dokładnie w sobotę, wieczorem polskiego czasu. I na dzień dobry potrwa bite 24 godziny, podczas których zaczną się klarować odpowiedzi na fundamentalne dla tego roku pytania, z których pierwszym z całą pewnością będzie - czy Porsche znów będzie rozdawać karty?
Line-up'y jakie przygotowała stajnia prowadzona przez Rogera Penske wydają się być po prostu rewelacyjne i chyba ciężko o lepsze dobranie kierowców (przynajmniej na papierze). Nie mniej jednak konkurencja po pierwsze - nie śpi, a po drugie - jest coraz większa. W tym roku zobaczymy na długodystansowym torze Astona Martina, w przyszłym Genesis, czyli sportową markę Hyundaia. BMW w końcówce 2024 pokazywało zęby, a zarówno w IMSA, jak i WEC spodziewałbym się mocnego oporu ze strony Cadillaca. W Mistrzostwach Świata strącić Porsche z tronu będą z całą pewnością chcieli Toyota i Ferrari i na pewno mają papiery by tego dokonać.
W 2024 właściwie każdy wyścig WEC był po prostu elektryzujący, a i w IMSA ciężko mi przypomnieć sobie weekend, który by rozczarował. Spodziewam się wielu, wielu godzin wartych poświęcenia na batalie koło w koło i strategiczne rozgrywki, zapewniające walkę o najwyższe laury od zgaśnięcia świateł, aż do flagi w szachownicę.
Doba, dobadobadoba
W sezonie są 4 znaczącze wyścigi całodobowe - wspomniana kilkukrotnie Daytona, a także Le Mans, Nurburgring oraz Spa. Daytona tuż za pasem, później kilka miesięcy wdechu i... absolutnie zwariowany czerwiec. W tym roku kalendarz układa się tak, że pozostałe trzy wyścigi odbędą się... tydzień po tygodniu. Będzie to kolosalne wyzwanie dla kierowców (bo na pewno będzie wielu takich, którzy wystartują w KAŻDYM z nich), ale też dla kibiców, którzy... cóż kiedyś będą musieli odsypiać oglądanie tych widowisk.
Mnie nie udało się dotychczas wysiedzieć ani razu przez cały dystans całodobowego wyścigu - oglądam je z odtworzenia przynajmniej w części, ale w tym roku chciałbym obejrzeć "na raz" chociaż jeden z nich. Wszystko wskazuje na to, że będzie to albo Le Mans albo Nurburgring. Pozostaje mi trzymać kciuki, za każdego kto będzie w jakiś sposób brał udział w tych wydarzeniach - łącznie z samym sobą...
Mniejsze serie w rozkwicie (choć nie wszystkie)
Oprócz tych najistotniejszych serii - F1, WRC, WEC i IMSA jest na świecie jeszcze przynajmniej kilka naprawdę rewelacyjnych i kolejne kilka naprawdę niezłych. Moim absolutnym faworytem spoza topu jest European Le Mans Series, które - podobnie jak WEC - dowozi w każdym jednym wyścigu, w każdej jednej klasie. Nie spodziewam się by w 2025 miało być inaczej - seria ma znakomity kalendarz, zapowiada się wypchana po brzegi lista zgłoszeń i trudno mi wyobrazić sobie, żeby miała z jakiegokolwiek powodu rozczarować.
Znak zapytania pada na serie opierające się na klasie GT3, w związku z tym, że te auta jeżdżą obecnie jako część GT zarówno w ramach IMSA, jak i w ramach WEC. Widać to po ilości zgłoszeń (i troszkę po jakości line-up'ów też) w GT World Challenge America, a odrobinę - także po Intercontinental GT Challenge. Europejskie serie bronią się i raczej nie widzę szans na to, by miały się nie bronić (zarówno "pierwszoligowe" GTWC, jak i nieco na uboczu, ale z rewelacyjnym ściganiem do zaoferowania GT Open). GT3 broni się także w Azji, ale ja jestem ciekaw co będzie z Australią, bo lista startowa do Bathurst 12h wygląda... bez rewelacji niestety (a to dla mnie jeden top 3 wyścigów w sezonie...).
No i pamiętać należy także o lokalnych seriach. DTM ma swój wyjątkowy urok i zdecydowanie rozwija się po zmianie (choć niepopularnej) na GT3 właśnie, a British GT to seria, w której multiklasowe ściganie miesza się z fenomenalnymi, oldschoolowymi torami i... wiecznie dającą się we znaki pogodą.
Podsumowując - począwszy od poziomu globalnego, przez kontynentalny, na lokalnym kończąc - będzie się działo!
Komentarze
Prześlij komentarz