Co zapamiętam z rajdu Chile?

 Tegorocznej rundy WRC w Chile nie wygral Ott Tanak. To o tyle istotne, że obie poprzednie edycje padły właśnie jego łupem i - co ciekawe - każdą wygrał innym samochodem. Przez chwilę zanosiło się na trzeci triumf trzecim samochodem, ale ostatecznie to tegoroczny "wygrywacz" na pół etatu, czyli Kalle Rovanpera stanął na najwyższym stopniu podium. Co oprócz zwycięstwa Kallego i nie zwycięstwa Otta zapamiętam z tego weekendu?

Wiecznie drugi o krok od bycia pierwszym

Thierry Neuville jawi mi się trochę jako Charles Leclerc rajdów. Utalentowany, z realnymi sukcesami, ale... zawsze za kimś innym. Jak nie jeden Sebastien, to drugi, jak nie oni to Tanak, a jak nie Tanak to Rovanpera. A jak nie żaden z powyższych, to pech, typu zawodzący samochód. Tytułu mistrza świata w związku z tym nigdy nie zdobył, ale... 2024 jawił się jako idealny rok na przełamanie. Kalle wziął urlop, Ogier jeździ na pół etatu od paru lat, Tanak zmienia zespoły jak rękawiczki, a Evans... to Evans, szybki ale czasem przyciągający kłopoty.

Do tego ten nowy system punktowania, ewidentnie promujący regularne dojeżdżanie do mety i ułatwiający powrót do gry, jeśli gdzieś po drodze przydarzy się błąd.

I Thierry z tego korzysta... nomen omen po mistrzowsku. Cierpliwie ciuła punkty, dojeżdżając do mety w Chile na czwartym miejscu, co okazuje się być w zupełności wystarczające. Do drugiego Tanaka zgubił jedynie pięć punktów i ma dwadzieścia dziewięć w zapasie. Wszystko wskazuje na to, że w Europie Centralnej zagwarantuje sobie wymarzony tytuł... I zasłuży na to całkowicie. 

Dojeżdża regularnie w dobrych punktach i "do soboty" i w niedziele, jedynie na Łotwie jego dorobek był jednocyfrowy i tylko raz, na Sardynii, zaliczył "zero" za pierwszą część weekendu. W Chile, podobnie zresztą jak w Grecji, robił swoje i patrzył jak zawodnicy przed nim popadają w tarapaty, torując mu drogę do naprawdę przyzwoitego rezultatu w weekend, który potencjalnie mógł być do spisania na straty.

Inna sprawa, że tej zbieraniny punktów nikt mu nie utrudnia - a wręcz mu ułatwiają, ale o tym poniżej.

Karma is a bitch - again

Ogier postanowił pobawić się w ten weekend w Verstappena i uznał, że w piątek nie będzie normalny sposób rozmawiał z dziennikarzami WRC.TV na metach odcinków. Powodem była kara za obraźliwe komentarze podczas pierwszego oesu w Grecji.

Cóż... ośmiokrotny rajdowy mistrz świata może iść na warsztaty do trzykrotnego mistrza F1, bo o ile "strajk" Verstappena był zrealizowany naprawdę ze smakiem, tak Francuz był niezbyt przekonujący w swoim "I can't hear you". Nie chcę mu odbierać prawa do wyrażenia niezadowolenia z pewnych decyzji - cenię sobie sportowców, którzy potrafią się zachowywać "inaczej", ale zrobił to w taki sposób, że mnie przypominał bardziej obrażonego ośmiolatka niż ośmiokrotnego mistrza.

Zwłaszcza, że o ile Verstappen dowiózł wynik ponad miarę w swój "strajkowy weekend" tak Ogiera dopadła karma - znów (w Grecji "pojechał" po Neuvillu, a później rolował). Zostawmy mistrzowi co mistrzowskie - przez większość weekendu jechał wybornie i zmiatał konkurencję z planszy. Nie mniej jednak, słono zapłacił za błąd już na trzecim oesie (musiał wymieniać koło po uderzeniu w bandę) i później konkretny kawał kamienia pogruchotał zawieszenie jego Toyoty - i jego szanse na mistrzowski tytuł numer dziewięć. 

Matematycznie szanse jeszcze ma, ale nie ma co się oszukiwać - strata punktowa jest na tyle ogromna, że mistrzem w tym roku zostanie raczej kierowca Hyundaia. Pytanie tylko który...

Tanaku czy Ci nie żal?

W dużej mierze przez kłopoty, w jakie pakują się kierowcy Toyoty nie mający na imię Kalle, głównym rywalem Neuvilla w walce o tytuł okazuje się być jego kolega z zespołu Ott Tanak. Jeśli Thierry wybornie korzysta z możliwości jakie daje nowy system punktowania jeśli chodzi o "ciułanie", tak Estończyk stał się królem niedziel. Troszkę niestety.

Niestety, bo więcej punktów wciąż dostaje się za piątki i soboty. I tutaj Ott nie ma na swoim koncie ani jednego maksimum - to raz. Dwa - zero w Szwecji, jedno oczko w Kenii, całkowite wycofanie się w Finlandii i absolutnie największy pech roku, jakim było zderzenie z jeleniem w Polsce (i kolejne zero; ciekawe w sumie, że Ogiera też DNS w Polsce może kosztować szansę na tytuł...) to masa zgubionych punktów. 

Jak wspominałem wcześniej - brakuje mu ich dwadzieścia dziewięć, co oznacza, że Neuvillowi w zupełności wystarczy kontynuowanie strategii na "doczołganie" się do mety. Strategii, którą między innymi Ott podarował mu w prezencie i to w dwójnasób - po części gubiąc punkty, a po części umożliwiając Thierremu zdobywanie ich większych ilości. Mam przeczucie, że na koniec różnica między topowymi graczami Hyundaia będzie niewielka, ale sytuację do ostatniego oesu kontrolować będzie Neuville. 

I czy wtedy Tanakowi nie będzie trochę żal tych zgubionych w piątki i soboty oczek?

Mama Muminka, a sprawa japońska

Nie zwracałem dotychczas na to uwagi (a też nie miałem na to zbyt wielu okazji - nie śledzę WRC2), ale po każdym (lub niemal każdym) oesie Enni Malkonen, pilotka Samiego Pajari, w sposób godny Mamy Muminka poklepywała go po ramieniu. Używam tego porównania także, ze względu na fińskie pochodzenie zarówno pilotki, kierowcy jak i Muminków.

Czy Muminek brał się kiedyś za rajdy - wątpliwe. Za to za poważne rajdowanie bierze się Pajari - i dowozi. Świetnie jechał w Finlandii, w swoim debiucie w Rally1, świetnie jechał jako super-sub za Takamoto Katsutę w Chile. Nie szarżuje, jeździ dojrzale, zwłaszcza w miarę postępowania weekendu, jest regularnie porównywany z najlepszymi, jeśli chodzi o osiągi. Nie ma co się oszukiwać - i on i Martins Sesks to melodie przyszłości...

...a taką chyba nie jest już Katsuta. Przesympatyczny, trzydziestojednoletni Japończyk jest z oczywistych względów promowany przez Toyotę. Jednak można odnieść wrażenie, że raczej dostarcza powodów do bólu głowy szefostwu zespołu, aniżeli powodów do dumy swoim krajanom. Moje dziecko używało długo takiego określenia "Katsiuta dojechała", za każdym razem kiedy pojawiał się na mecie oesu. Niestety - zwłaszcza ostatnio - pojawiał się rzadko.

Japończyk potrafi naprawdę błysnąć tempem, tylko co z tego, skoro aż pięciokrotnie odpadał z rywalizacji w piątki lub soboty? Nie dowozi punktów dla siebie, ale to jego strata. Nie dowozi jednak także punktów dla Toyoty, a w tym roku są one japońskiemu producentowi wyjątkowo potrzebne. No i rachunki za naprawy też trzeba płacić.

I co zrobić z tym wszystkim, kiedy tuż za plecami jadą Sami Pajari i Mama Muminka. Jadą - i dojeżdżają. Sami zgromadził w tym roku 41 punktów, jadąc tylko dwukrotnie w Rally1. To znaczy, że potrafił zebrać punkty także za miejsce uzyskane w aucie drugiej kategorii. Katsuta punktów ma 80. A Jari Matti Latvala twardy orzech do zgryzienia...

Komentarze