Rajdy samochodowe nie są łatwe. Jest jednak kilka takich, które poziomem wyzwania dla kierowców i samochodów znacznie przewyższają pozostałe. Z całą pewnością należy do nich rajd Safari i z całą pewnością można obok niego dopisać rajd Grecji. I właśnie kolejną, sześćdziesiątą ósmą, edycję rajdu Akropolu można było obserwować w miniony weekend. Co było wartego zapamiętania w tegorocznym "Rajdzie Bogów"?
Hyundai maksymalizuje korzyści
Cyril Abiteboul? FX Demaison? Połączenie pracy tych dwóch dżentelmenów? A może jeszcze coś innego? Co sprawiło, że w tym roku to koreańska marka, a nie japońska (Toyota) jest tą, która potrafi pozbierać cenne punkty, kiedy te rozsypują się na stole?
A w 2024 rozsypują się wyjątkowo często i rajd Akropolu zdecydowanie potwierdził ten trend. Właściwie to należy to opisać inaczej - rajd Akropolu składał się głównie z rozsypywania się punktów po planszy. Awarie, kosztowne, choć nieduże błędy, złapane "kapcie" i dosłownie dziesiątki innych mniejszych lub większych przygód załóg na odcinkach specjalnych. Wszystkie te przygody nie szczędziły właściwie nikogo. Jednak z jakiegoś powodu załogom Hyundaia szkodziły najmniej.
Pierwsza pozycja na starcie i nie pracujący w pełni silnik w piątek u Neuvilla? P1 na koniec soboty, dobre punkty w niedzielę i wygrana w rajdzie. Dwa "kapcie" na jednym oesie u Tänaka? Najniższy stopień podium i bardzo mocna niedziela. Rozerwana opona i pokaźne uszkodzenia tyłu samochodu u Sordo? Drugie miejsce na mecie rajdu, a problem techniczny raczej był lekiem na ból głowy dla zarządzających zespołem, bo wiadomym było, że będą forsować wyższą pozycję dla Neuvilla kosztem Daniego.
Hyundai wyjechał z Grecji z 1-2-3, 35 punktami przewagi nad Toyotą i z lekkim uśmiechem "pod wąsem", kiedy Ott jakimś cudem unikał rolki w tym samym miejscu, w którym chwilę wcześniej obracał się Evans i kiedy Ogier także rolował - na Power Stage. Szczęście sprzyjało Hyundaiowi - po prostu - czy szczęście sprzyjało lepszym?
Karma is a bitch
Uszczypliwe komentarze Ogiera w stosunku do Neuvilla najwyraźniej nie uszły uwadze lady Karmy i - o ironio - uszły uwadze głównego zainteresowanego. "No comments" rzucił Belg z lekkim uśmiechem, zapytany o jego opinię na temat słów ośmiokrotnego mistrza świata o tym, że Thierry powinien "przestać płakać i nauczyć się jeździć jako pierwszy".
Ogier w ten weekend wyglądał jakby za wszelką cenę zamierzał udowodnić światu, że to on zasługuje na tytuł mistrzowski w 2024 roku. W rajdzie, w którym najlepiej punktowany okazał się być kierowca, którego planem było po prostu dojechać do mety, Francuz postanowił pisać swój "statement". Kto wie jakby poukładało się to wszystko gdyby nie piątkowa awaria, ale fakt jest taki, że o niedzielny wypadek Seb odrobinkę się prosił. I zamiast przybliżyć swoje krzesełko do dziewiątego tytułu, swoim błędem położył jedną dłoń głównego rywala na mistrzowskim pucharze.
Nowy system punktacji będzie zdecydowanie promował oportunistyczną strategię Thierrego z Grecji, ale nie ma się czemu dziwić. Z przewagą 34 punktów to inni muszą starać się o gonienie. Belg może raz nie pojechać wcale i nadal pozostanie liderem mistrzostw. Wielce prawdopodobne jest to, że już po rajdzie Europy Centralnej sprawa mistrzowskiego tytułu będzie rozstrzygnięta. Niedzielne zero Ogiera może okazać się wówczas bardzo, ale to bardzo kosztowne. Jak bardzo? Ważące tyle ile waży różnica między ośmioma tytułami Ogiera i dziewięcioma Loeba.
Lepiej wolno niż wcale
Uwadze może łatwo umknąć fakt, że czwarte miejsce w całym rajdzie zajął Sami Pajari jadący w WRC2. I aż do 14 miejsca próżno szukać załóg aut Rally 1, gdzie zresztą i tak czeka nas niespodzianka. Czwarte miejsce w najwyższej kategorii należy bowiem do gentleman drivera, Jourdana Serderidisa. Oczywiście - czynnikiem decydującym o kiepskich wynikach całej czołówki były awarie i wypadki, jednak nie zmienia to faktu, że najskuteczniejszą strategią w tegorocznym rajdzie Akropolu okazało się "lepiej wolno niż wcale".
Neuville przez cały weekend jechał po prostu po swoje. Dani Sordo jak mantrę powtarzał, że realizuje swój plan i - chociaż wyraźnie rozczarowany problemami innych - sam mówił, że to miłe prowadzić w rajdzie, czy ukończyć go na drugim miejscu. Ott udowodnił, że czas pit stopu ma znaczenie nie tylko w wyścigach samochodowych, kiedy minimalizował straty błyskawicznymi jak na rajdowe warunki wymianami kół. Serderidis... po prostu jechał i to też w zupełności wystarczyło żeby osiągnąć naprawdę fajny rezultat.
Najbardziej bolesna wydaje się być przygoda Fourmaux w piątek - oczywiście zawsze można zrobić coś lepiej, inaczej, ale w tym przypadku wydaje się, że kierowca miał naprawdę niewiele do gadania gdy uszkadzał zawieszenie przy jednej z hop. Jednak co do zasady - raczej nie było w tym rajdzie sytuacji, w której ktoś ewidentnie przeholował i z tego powodu lądował w drzewie. Raczej - podobnie jak mawia się podczas dwudziestoczterogodzinnych Le Mans czy Spa - tym razem to rajd wybrał zwycięzcę. I wybierał raczej spośród pokornych i cierpliwych.
Komentarze
Prześlij komentarz