Co zapamiętam z rajdu Europy Centralnej?

Jedyny w historii WRC rajd odbywający się na terenie trzech państw doczekał się drugiej edycji. Przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekałem na ten event, bo w ubiegłym roku zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Było szybko, było wymagająco, było pięknie. Przy okazji - w stodole, którą obrał na cel Elfyn Evans rozstrzygnęła się sprawa drugiego mistrzowskiego tytułu dla Rovanpery. W dwóch słowach - działo się. I w tym roku wszystko wskazywało na to, że także będzie się dziać. I być może poznamy także tegorocznego mistrza świata, lecz...

Tytuł(y) do zgarnięcia w Japonii

Dwa stosunkowo nieduże błędy Thierry'ego Neuvilla sprawiły, że w sobotę stracił realną szansę na wypunktowanie Tanaka dostatecznie mocno, by przypieczętować swój pierwszy tytuł mistrzowski. Od tamtego momentu Belg przestał się liczyć w walce o zwycięstwo, a zaczął jechać swoje typowe, tegoroczne "damage limitation". Ostatecznie wyszło mu to wcale nieźle, stracił tylko cztery punkty i tak naprawdę wystarczy mu wygrać jeden konkretny odcinek specjalny w Japonii - power stage - by przypieczętować mistrzostwo. Raczej nie wydaje się prawdopodobne, by przy tegorocznym systemie punktowania ktokolwiek byłby w stanie zrobić różnicę na poziomie dwudziestu-kilku punktów, ale... to "tylko" motorsport i spodziewać się należy absolutnie wszystkiego.

Chociaż nie - jedna rzecz jest już pewna. Mistrzostwa numer dziewięć nie zdobędzie Sebastien Ogier, a co za tym idzie - najlepszym kierowcą rajdowym na świecie zostanie jeden z kierowców Hyundaia. Zadziwiająca jest ilość diabelnie kosztownych błędów, jakie przytrafiają się ostatnio Francuzowi. Od Finlandii rozdaje niemal pewne "duże" punkty rozbijając się po poboczach i można się tylko zastanawiać, czy "to już nie to co kiedyś", czy nadmierna motywacja, czy jeszcze coś innego.

Szkoda, bo chociaż zdecydowanie mocniej trzymam kciuki za Neuvilla (który konsekwentnie ciuła te punkciki rajd po rajdzie) i Tanaka (który od połowy sezonu jeździ jak maestro i kto wie, czy polska fauna nie okaże się być czynnikiem, który zadecydował o tytule dla Estończyka), tak szkoda po prostu, że w Japonii nie będziemy mieć wyścigu trzech... ogierów.

PS Mistrzostwo konstruktorów to wciąż otwarta sprawa, a Toyota na pewno zrobi wszystko, by go sobie zapewnić w domowym rajdzie!

Katsuta się nudzi, ale punktuje

Popularny "Taka" dostał przymusowe wolne w czasie rajdu Chile, by pozbierać siebie i wreszcie pozbierać punkty - w CER i rajdzie Japonii. Sympatycznego Japończyka na pewno brakowało w stawce przez ten jeden weekend i ja cieszę się, że wrócił, zwłaszcza że tym razem nie dostarczył żadnego "ale".

Z właściwą sobie rozbrajającą szczerością odpowiadał na metach odcinku, że nieco się nudził podczas piątkowych i sobotnich prób. Dostał polecenie dojechania do końca i konsekwentnie je zrealizował. W niedzielę natomiast rola się odwróciła - miał jechać flat-out. I pojechał! Zgarnął w pełni zasłużoną, maksymalną pulę punktów za niedzielę i świetnie było zobaczyć, że naprawdę potrafi błyszczeć nie tylko podczas wywiadów na koniec OeSów. 

Mimo całej sympatii do Japończyka - mam wątpliwość, czy powinien dostać szansę w przyszłym sezonie. Depcze mu po piętach Sami Pajari, który co prawda zaliczył niezłą rolkę i Europę Centralną opuścił bez choćby punkcika, ale pokazuje, że potrafi jechać i szybko i konsekwentnie. No i jest zdecydowanie bardziej perspektywiczny... chociaż nie ma japońskiego paszportu, jak Takamoto.

Na trzeciego to nie jechanie

Plan Hyudnaia z trzema rotującymi kierowcami numer trzy nie wypalił. Kropka. Jedynym, który w miarę dźwignął temat był Dani Sordo, a pozostała dwójka - Lappi i Mikkelsen miała ledwo po jednym rajdzie, w którym dowieźli dobre wyniki (i tak, pamiętam, że Lappi w Szwecji wygrał). We wszystkich pozostałych eventach kończyło się albo przykrym brakiem tempa albo - zazwyczaj - jeszcze bardziej przykrym dzwonem.

W czwartek wydawało się, że tym razem będzie inaczej, kiedy Mikkelsen z optymizmem mówił, że pójście swoją drogą z ustawieniami sprawiło, iż czuje się pewnie i "po swojemu" - nawet jeśli kosztem wydajności i tempa. Można było spodziewać się, że w takim wypadku po prostu "dowiezie" wynik do końca niedzieli, jakikolwiek nie będzie. Plan jednak rozbił się o ogrodzenie na trasie trzeciego piątkowego odcinka, skutkiem czego 4 punkty za power stage, to jedyne punkty jakie Mikkelsenowi udało się dorzucić do zdobyczy Hyundaia w CER.

Myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że gdyby koreańska ekipa nie rotowała kierowcami aż tak bardzo (lub nie rotowała wcale), walka o mistrzostwo konstruktorów wyglądałaby zupełnie inaczej. I nie dlatego, że trzeci kierowca - kimkolwiek by nie był - regularnie lądowałby na podium, ale dlatego, że dzięki dobremu "wjeżdżeniu" w samochód mógłby zdobyć więcej niż 100 punktów na przestrzeni 12 rajdów...

Zmiany warty w Toyocie

Prześledziłem sobie wyniki trzech najlepszych kierowców Toyoty (Evans, Ogier, Rovanpera) i zauważyłem pewną ciekawą prawidłowość - zwłaszcza dotyczącą dwóch pierwszych? Jaką? 

Evans miał mocny początek sezonu i jawił się jako główny rywal Neuvilla jeśli chodzi o mistrzostwo kierowców. Jednak gdzieś od Portugalii przyszła zadyszka i seria gorszych rezultatów. W tym czasie jednak zaczął brylować Ogier, który kto wie czy nie pozamiatałby (punktowo) w pięciu kolejnych rajdach z rzędu, gdyby nie wypadek na rekonesansie przed rajdem Polski.

Rajdem Polski, który wygrał Rovanpera. On znów zgarniał punkty i trofea akurat tam gdzie pozostali łapali zadyszkę (chociaż w Kenii i Chile Evans nie jechał źle). Teraz, w końcówce sezonu Kalle jeździ mniej, a Ogier popełnia błędy, więc kto doszedł do głosu? Znów Evans!

Trzeba przyznać, ze Jari-Matti Latvala, ma pod skrzydłami swego rodzaju skład marzeń i dlatego też już w Chile zapewnili sobie większą ilość wygranych rajdów od Hyundaia (w najlepszym dla koreańskiej ekipy wypadku będzie 7:6). Koniec końców nie przełoży się to na mistrzostwo kierowców (w dużej mierze na skutek decyzji Kalle o częściowym programie; Ogier miał realną szansę, ale roztrwonił ją od wspomnianej wcześniej Finlandii) i nie musi przełożyć się na mistrzostwo konstruktorów, ale trzeba przyznać, że jakość od któregoś z "asów" Toyoty jest pewna właściwie w każdym rajdzie.

"Problemem" jest to, że akurat w tym roku, jakość "rajd w rajd" oferuje także Hyundai. I dlatego Japonia jawi się elektryzująco!

Komentarze